Buzescu, Giurgiu 2010.04.23 124 km

What an amazing place on my way! The whole town is filled with palaces of different kinds, each of them trying to be greater, shinier, fatter than the neighbour’s. This place is almost 100% populated by Romani people. Different stories are told about how they managed to finance erecting those pompous constructions. Drug dealing, theft, selling women. There is also a legend that says that in each of those houses a hundred of inhabitants live – without furniture or even toilets. I will never know – I didn’t manage to communicate with the kids I met – they only speak their own language that I cannot fake.

Passing next to one of those magnificently ugly palaces with my mouth open with awe, I was stopped by one of their residents sitting on an abundantly decorated bench. She asked me for a cigarette. I don’t smoke, sorry…

The remaining part of the route to Giurgiu was easy and flat. I arrived later than expected, though – again due to Google Maps calculation error… The whole distance from Gardesti to Giurgiu was 124 km but GM would say something totally different.

In villages preceding Giurgiu I was having nicest welcome so far – every older person whom I greeted would give me their individual blessing (the things they said would never repeat…), the kids would run to the side of the road to give me high five one after another – it didn’t help to keep my balance but it surely helped my morale:)

There was a big feast going on in Giurgiu because of St. George holiday – there was a lot of beer, sausage and loud music but I guess I wasn’t in the right mood…

***

Po drodze zawitałem w miejscu wyglądającym na pochodzące z zupełnie innej rzeczywistości. Niemal sto procent populacji Buzescu stanowią Romowie. I mają swój specyficzny styl mieszkania… Na architekturę miasteczka składają się właściwie nie domy, lecz pałace, każdy jeden większy i wspanialszy od sąsiedniego. Po Rumunii krążą różne historie na temat sposobu sfinansowania budowy tych konstrukcji – narkobiznes, handel kobietami, kradzieże… Według miejscowych podań w każdej rezydencji mieszka po sto osób, bez mebli i bez toalet, słowem ważny jest jedynie przepych na zewnątrz. Jak jest naprawdę nie udało mi się dowiedzieć, języka romskiego nie jestem w stanie zasymulować…

Przechodząc obok kolejnego megaozdobnego monstrum, z zadartą głową i rozdziawioną gębą, zostałem zatrzymany przez mieszkankę willi, wypoczywającą na eleganckiej ławeczce – czy nie mam do odstąpienia papierosa? Sorry, ja niepalący…

Pozostała część trasy do Giurgiu była cudownie płaska i niewymagająca wielkiego wysiłku. Mimo to na miejsce dotarłem z opóźnieniem – winowajcą znów było Google Maps. Pełna odległość od Gardesti do Giurgiu wyniosła 124, zaś GM zaproponował wersję o wiele bardziej optymistyczną.

W wioskach poprzedzających Giurgiu spotkałem się z najsympatyczniejszym do tej pory przyjęciem przez miejscowych – każdy ze staruszków, którym się ukłoniłem, pozdrawiał mnie, układając naprędce własną formułkę, dzieciaki podbiegały i przybijały mi piątki podczas jazdy – co na pewno nie ułatwiało utrzymania równowagi ale za to jakże podnosiło morale!

Po przybyciu do centrum Giurgiu załapałem się na wielką imprezę piwo-kiełbasiano-paramuzyczną spowodowaną dniem świętego Jerzego, ale nie byłem w odpowiednim nastroju…

2 replies on “Buzescu, Giurgiu 2010.04.23 124 km”

Your email address will not be published.