2012/13 Thailand, Introduction

Thailand is as easy as it gets. No matter what kind of tourist attractions you are looking for – you will find an abundance of them here. Heading for paradise-like beaches and diving locations? The whole coast is filled with beaches, full of boutique resorts, cheap hotels and bungalows, with troops of Western faces around. So you don’t like the sea? How about a “unique” trek through jungle-covered mountains then? Here you have it – every single hostel can offer a 1-, 2-, 3-, x- day trek. And on the way they will teach you how to make palm-leaf bungalow, bamboo pot, coconut slippers. Or would you rather visit some temples? You’ll be exhausted before you see just a small bit of what Thailand has to offer temple-wise. Or are you a culinary traveller? That’s perfect – here is the country of many flavours, varying from one region to the other (but always spicy!). Still not happy? How about every child’s dream to ride the elephant? You can make it come true, it is a very popular sport (sport for the elephant that is, the animal being treated more like a vehicle and money-making machine than a living creature). Talking about dreams and fantasies… Oooh those Thai girls (but can you be sure they really are girls or something else?). It is all a matter of price – and the prices, though still reasonable, are shooting higher and higher every year. It is a good idea then to visit Thailand soon, before it gets completely spoilt by all those whiteys spending their baht thoughtlessly. And before the famous Thai smile fades away completely, replaced with the grimace of disgust upon seeing a foreign tourist.

/

Wstęp

Tajlandia jest łatwa, lekka i przyjemna. Niezależnie od tego, jakich atrakcji poszukujesz – znajdziesz je tutaj i to prawdopodobnie w nadmiarze. Celem Twojej podróży są rajskie plaże i miejsca do nurkowania? Właściwie całe wybrzeże to jedna wielka plaża, zabudowana – zależnie od potrzeb – luksusowymi resortami, tanimi hotelami lub bungalowami, pełna (zwłaszcza w sezonie) bladych twarzy z Zachodu. Nie lubisz morza? To może „niepowtarzalny” trekking przez góry porośnięte dżunglą? Mówisz i masz – każdy hostel posiada w swojej ofercie wersje jedno, dwu-, trzy-, x-dniowe. A po drodze nauczysz się budować szałas z liści palmowych, sklecisz garnek z bambusa, a z kokosa kapcie. A może wolisz wędrować po świątyniach? Padniesz wyczerpany nim zobaczysz ledwie cząstkę słynnych tajskich watów. Jesteś podróżnikiem kulinarnym? Trafiłeś idealnie – to kraj o wielu smakach, różnych w każdym regionie (ale niemal zawsze i wszędzie jada się na ostro). To wciąż nie to? Może zatem wolisz urzeczywistnić dziecięce marzenie i przejechać się na grzbiecie słonia? Proszę bardzo – jazda słonna to bardzo popularny sport (ma się rozumieć, wysiłek fizyczny dotyczy tylko zwierzęcia, traktowanego często bardziej jak wehikuł i maszynka do zarabiania pieniędzy niż żywe stworzenie). Skoro o fantazjach mowa – chętne Tajskie dziewczyny pokażą, dyskretnie albo nie (ale uwaga, ciężko o pewność, że te dziewczyny to dziewczyny…). Wszystko jest tylko kwestią ceny – a ceny, choć wciąż rozsądne, to nieubłaganie rosną. Warto się zatem do Tajlandii wybrać, póki tutejszy rynek turystyczny nie zostanie kompletnie zepsuty przez szastających bahtami na lewo i prawo białasów. A legendarny tajski uśmiech zastąpi grymas obrzydzenia na widok zagranicznego turysty.

***

Travelling

Moving around is smooth, especially after you remember the following rules:

1. If you are thinking of taking a taxi from Bangkok Suvarnabhumi airport – always take the official metered pink cab (taxi parking is located below arrival hall).

2. When travelling around the city – be it in a cab or tuk-tuk – always check if the meter is on.

3. Never ever trust tuk-tuk drivers, especially when they tell you the place where you are heading is closed down.

4. Bangkok, Ayutthaya and other river cities have fabulously cheap ferries. You won’t need those expensive water taxis.

5. The most enjoyable way to travel between cities is by train (see a separate subsection below).

6. Coaches: long distance connections are often monopolized by smart, clean and air-conditioned coaches (not so cheap but still acceptable). Bad luck for those seeking “chickenbuses”.

7. Chickenbuses can be found when travelling shorter distances. They don’t feel extreme though.

8. Hitchhiking – check out the separate subsection.

/

Podróżowanie

Przemieszcza się tu bezproblemowo, po przyswojeniu sobie kilku podstawowych zasad:

  1. Jeśli chcesz wziąć taksówkę z lotniska w Bangkoku Suvarnabhumi – zawsze wsiadaj do oficjalnej, różowej „meterowej” taryfy, których postój znajduje się poniżej hali przylotów.

  2. Podróżując po mieście – czy to taksówką czy tuk-tukiem, zawsze sprawdzaj, czy ma włączony „meter”.

  3. Nigdy nie wierz kierowcom tuk-tuków, zwłaszcza gdy twierdzą, że miejsce (świątynia, hotel), do którego chcesz się wybrać, jest zamknięte.

  4. W Bangkoku, Ayutthai i innych „rzecznych” miastach pływają promy, za które płaci się grosze. Nie daj się wkręcić w żadne „water taxi”, które skasuje dziesięć razy więcej.

  5. Między miastami najfajniej przemieszczać się pociągami, o których poniżej, w osobnym podrozdziale.

  6. Autobusy: obsługa połączeń długodystansowych jest w wielu miejscach zmonopolizowana i wykonywana przez eleganckie klimatyzowane pojazdy (cena nie niska, ale wciąż do zaakceptowania). Próżno szukać „chickenbusów”.

  7. Chickenbusy można spotkać na krótszych trasach, choć miłośnicy ekstremalnych doznań będą zawiedzeni. Nie stwierdziłem żadnych niespodzianek, może z wyjątkiem dość elastycznego harmonogramu.

  8. Autostop – patrz oddzielny podrozdział.

***

Accomodation

Just name it. From cheap huts to boutique. Plus many couchsurfing hosts – in bigger cities. Low budget people should count 80-150 baht a night (except for Bangkok and islands where prices tend to be slightly higher)

/

Noclegi

Do wyboru, do koloru. Od ćwierć gwiazdki do full wypasu. Oprócz tego – w miarę dużych miastach – sporo couchsurferów. Budżet w wersji oszczędnościowej to ok. 80-150 bahtów za noc (z wyjątkiem Bangkoku i wysp, gdzie ceny są nieco wyższe).

***

Trains

If you have a lot of time to spare, you don’t have an appointment to make and you are OK with waiting at the station for a couple of hours – go ahead and buy that 3rd class ticket for ordinary or (not so) rapid train. This is where you find the best atmosphere, this is where all the talks take place and here is where you find the most food merchants. It is in 3rd class coaches that I met the most awesome people: meet Joe, Thai guitar player who offers me whisky (which he breaks with mineral water); he has just fallen in love with Julie, German girl who teaches English and speaks perfect Thai. And since this is a very misfortunate love, Joe chooses to break train door glass and has his hand dressed with improvised bandage by Doogie, a hardcore traveller from Korea, on the road for over one year – no staying in hotels or anything: just jungle or people you meet accidentally, just back from Pai hippies. Or Sudiman whom I met accidentally, he is also back, but from South Africa this time where he was studying to become a teacher in qu’ran school, he is on his way home in Chana, hasn’t been there for two years, I’m invited to visit him. Buddhist monks have their own separate part of the coach, they sit comfortably, taking two seats each even though women and elderly stand around, sweating, but a white guy is welcome to sit with them. And they are curious about his Kindle. And how much it costs. And they communicate using Google Translate. Oh, and there is Kris (I didn’t technically meet him ON the train but while waiting at night for a delayed train in Lopburi), he asks me if I have a white T-shirt. It’s OK if I don’t, he will give me his own, made in Canada. And he paints my portrait on it. As a sign of gratitude I offer him a beer (and vitamin syrup to a very patient station guard), which he accepts – he might be a Buddhist but he is an artist, too.

Thai trains make travelling joyfully slow, make you gain new experiences (machine breakdown and swapping trains in the middle of the jungle), they’re educating! Don’t let the person in station counter convince you that 2nd class is better, no seats are available for the 3rd… There WILL be seats and even if there are none, sit on your bag and wait until a free seat appears.

Pociągi

Jeśli masz dużo czasu, nie jesteś umówiony na konkretną godzinę a czekanie na dworcu Ci nie straszne – kupuj śmiało bilet, najlepiej na 3 klasę pociągu zwykłego lub lekkoszybkiego. To właśnie w tych wagonach panuje najlepsza atmosfera, tu jest najbardziej gwarno, tutaj wreszcie kursuje najwięcej przenośnych jadłodajni. W 3 klasie poznałem mnóstwo odjechanych osób, z którymi teraz wiążą się niezapomniane wspomnienia: oto Joe, tajski gitarzysta, częstuje tajską whisky (popijaną tajską wodą), właśnie się zakochał w Julie, niemieckiej nauczycielce angielskiego, mówiącej arcypłynnie po tajsku, a ponieważ to nieszczęśliwa miłość, to Joe tłucze szybę w drzwiach pociągu a następnie jest opatrywany przez Doogiego, podróżnika z Korei, w drodze od ponad roku, żadnych tam noclegów w hotelach – albo dżungla albo u przypadkowo poznanych osób, właśnie wraca od hippisów z Pai. Przypadkowo poznany Sudiman, też wraca, ale z RPA, gdzie kształci się na nauczyciela w szkole koranicznej, właśnie wraca do domu w Chana po dwóch latach nieobecności, zaprasza do siebie. Mnisi mają przydzielony fragment wagonu, każdy się rozsiadł wygodnie na dwóch miejsach (choć wokół pocą się, stojąc, i starsi, i kobiety) ale białego chętnie do siebie zaproszą. I wypytają o cenę Kindla. I porozmawiają przez Google Translate. Z kolei Kris (poznany wyjątkowo nie w przedziale a na stacji kolejowej w Lopburi, północ, mój pociąg jest opóźniony o dwie godziny) pyta mnie, czy mam białą koszulkę. Skoro nie, to on mi da swoją, kanadyjską. Po czym maluje na niej flamastrami mój osobisty portret. W akcie wdzięczności oferuję Krisowi piwo a cierpliwemu SOK-iście syrop z witaminami. Choć Kris to buddysta, to także artysta, piwem więc nie pogardzi.

Tajskie pociągi radośnie spowalniają podróż, wzbogacają o doświadczenia (awaria i zmiana pociągu w środku lasu), pociągi kształcą. Nie dajcie sobie wmówić w kasie, że druga klasa, że w trzeciej nie będzie miejsc siedzących. Będą zawsze, a jak nie będzie, to usiądziesz sobie na plecaku i poczekasz aż coś się zwolni.

***

Thai hospitality

Though the legendary Thai smile, which has been a marketing thing in the first place, has already become a mere half-smile (incidentally I witnessed a conversation between two French tourists, I mean travellers, in a hippie Julie’s hostel in Chiang Mai, complaining that those Thais aren’t grinning as they should according to the guidebook, especially in Seven Eleven; why don’t you try to smile after working all day at the counter, Monsieur?) but the hospitality of Thais has no limits. I was lucky to experience it from couchsurfers and randomly met people. They are always happy to host you, show around, offer food. Passers-by will be glad to strike a photo pose or to talk (keep it reasonable though – if at some point the subject of the conversation shifts to visiting a shop with souvenirs/leather/vacuum cleaners – it is time to say your goodbyes). And the key to Thai smile is your own – sincere – grin.

/

Tajska gościnność

Choć ze słynnego tajskiego uśmiechu, stanowiącego od samego początku chwyt marketingowy, pozostał ledwie życzliwy półuśmiech (miałem zresztą okazję być świadkiem rozmowy dwóch francuskich turystów, znaczy podróżników, w hippisowskim Julie’s hostel w Chiang Mai, w której to rozmowie obaj panowie narzekali, że ci Tajowie to wcale się nie szczerzą tak, jak to opisują w przewodnikach, zwłaszcza w sklepach całodobowych; spróbuj zatem się pouśmiechać po całym dniu pracy przy kasie, cwaniaczku), to gościnność Tajów nie zna granic. Miałem okazję jej doświadczyć poprzez couchsurfing oraz poprzez przypadkowo spotkane osoby. Zawsze chętnie ugoszczą, pokażą, oprowadzą, poczęstują. Przechodnie chętnie do zdjęcia zapozują i porozmawiają (zachowaj zdrowy rozsądek i jeśli rozmowa niepostrzeżenie schodzi na temat zwiedzenia sklepu z pamiątkami/skórą/odkurzaczami – grzecznie pożegnaj rozmówcę). Uśmiechem – i w tym tkwi cały sekret – na Twój (szczery) uśmiech odpowiedzą.

***

Hitch-hiking

Hitch-hikers paradise. Thai people might not always quite understand the whole concept but they are always willing to help. Even in the middle of the city, in the darkest night. Moreover – they often give you a lift driving a pick-up car, which gives you a 360 degree view around (and which also means you will be rolling around when the road bends – Thais rarely use brakes).

/

Autostop

Tajlandia to kraj wręcz stworzony do łapania okazji. Tajowie może nie zawsze do końca rozumieją ideę autostopu ale zawsze chętnie pomogą. Choćby w środku miasta i w środku nocy. Ponadto, często podwożą pickupami, dzięki czemu zyskujemy niczym nieograniczoną przestrzeń do podziwiania widoków (często też turlamy się na tyle auta, bo tutejsi kierowcy nie mają w zwyczaju zwalniać na zakrętach).

***

The King

Respect the king (the King). No excuses. This man is a symbol, he has been ruling the country for more than 60 years. Don’t expect them to be “reasonable” about the subject. Even if a taxi driver asks you whether you think the king (the King) is beautiful, tell him he is. And you can add that the queen (the Queen) is elegant (she is actually).

/

Król

Królowi należy się szacunek i już. To człowiek-symbol, u władzy od ponad 60 lat. Tajowie do tematu nie mają i nie będą mieć dystansu. Nawet jeśli kierowca taksówki Cię zapyta, czy uważasz, że król (Król) jest piękny, to odpowiedz, że jest. I dodaj, że królowa (Królowa) jest elegancka (co zresztą jest prawdą).

***

Girls and all else

For many the first association they make when thinking of Thailand is sex-tourism, sex-liberty etc. While it might be true to some extent, luckily that sex is not all over the place. For a sex-oriented tourist there are special districts, all else looks normal. Moreover, regular Thai girls are quite shy. And suspicious about white men, they do know what those guys came here for. On the other hand, there are many Thai women hunting for a white husband – this is related to both economy and demography of the country. Women make most of Thailand’s population. What is more, a part of the male minority are monks. Another part are so called ladyboys – physically born as men and on the way to transform into opposite sex. And even if a man is a 100% man, he is probably gay… Poor Thai girls, not much to choose from.

I mentioned the girls being shy. But the gays and ladyboys are definitely not! A guy travelling alone should always stay alert. The most embarrassing situation that happened to me was when I was cycling uphill and was taken over by a shared open-back taxi. I had to listen to love declarations shouted out by one Thai guy while the cab was slowly climbing up. As the hill was really steep, the only sound I was able to make was loud panting, which made the perv even more horny…

Anyway, let’s start the trip!

/

Dziewczyny i cała reszta

Wiadomo – pierwsze skojarzenie to Tajlandia-seksturystyka, seks-wyzwolenie itp. Jest w tym odrobina prawdy, ale całe szczęście seks nie wylewa się wszędzie drzwiami i oknami. Dla turysty o sprecyzowanym profilu są odpowiednie dzielnice, poza nimi wszystko w normie. Ba, tajskie dziewczyny są wręcz bardzo nieśmiałe! A do białego często podchodzą z nieufnością, świadome, czego biały w Tajlandii szuka. Z drugiej strony, wiele Tajek „poluje” na białego męża, co wiąże się nie tylko z sytuacją ekononiczną ale i demograficzną kraju. Otóż w Tajlandii większość obywateli stanowią kobiety. Ponadto, część męskiej mniejszości to mnisi. Kolejna część to tzw. ladyboys czyli fizycznie faceci na różnych etapach transformacji w kobietę. A jak już facet jest facetem, to i tak jest spore prawdopodobieństwo, że to gej. Biedne Tajki naprawdę nie mają w czym wybierać…

Wspominałem, że dziewczyny bywają nieśmiałe. Za to geje i ladyboys – wręcz przeciwnie! Samotny facet musi się od nich bez przerwy opędzać! Najbardziej żenująca sytuacja, która mi się przydarzyła, miała miejsce podczas wycieczki rowerowej: pedałując (tfu!) pod stromą górkę, musiałem wysłuchać deklaracji miłosnych pewnego Taja, siedzącego w zbiorczej pickup-taksówce, ślimaczącej się przede mną. A że podjazd był naprawdę stromy, jedynym dźwiękiem, który byłem w stanie z siebie wydobyć, było głośne dyszenie, co jeszcze pewnie dodatkowo świntucha nakręciło…

Tak czy inaczej – po krótkim wstępie czas rozpocząć wycieczkę:)

Leave a Comment

Your email address will not be published.