Shanghai Biennial 2 + Nightdrops by Ailadi Cortelletti

As promised – a micro report from Shanghai Biennial. Short and to the point – check the photos to know more.

But before we kick it off with the Biennial – a short note about a nice vernissage I was lucky to experience. On November the 30th a grand opening (and closing – don’t ask me why, it’s the Museum’s bosses who made the decision) of Ailadi Cortelletti’s drawings took place. In case if you are wondering who Ailadi is – she is a very talented young Italian illustrator. The exhibition was a success, initial doubts that this could become a kind of “foreigners for foreigners” thing dissolved after the place was raided by crowds (200 people) of Chinese guys and gals – which proves that Shanghai’s youth are interested in cultural life (and that the propaganda strategy chosen by museum and by the curator – Paulina Salas Ruiz of Kankan media – http://kankanmedia.org ).

Ailadi showed her project consisting of 365 little drawings – each of them being a note about an important event that took place on the given day. All colourful and cute. Check the Artist’s website (http://ailadi.com) and see more of her works.

As for the Biennial…

We move from the factory that we were visiting last time to abandoned buildings that used to be malls, located in the centre of the city. Cold wind is howling in somewhat mismaintained interiors, reducing crowds of spectators to acceptable numbers. The exhibition has been divided using city key, i.e. we have rooms/floors named Mexico City or Ulan Batar etc. Sometimes it makes sense, sometimes not that much. I guess it’s helpful for those who feel lost in the immense topography of places where the Biennial is held.

As for the content itself – I was very disappointed with paintings. First of all, it is scarce and even when you manage to find it – it is sometimes embarrassingly bad (Ulan Batar room!), though there are some notable exceptions (nicely moody typographic variations by Alireza Astaneh). Lots of video art that is quite easy to forget, many interesting objects (the winner of the prize for most photographed work of art – styrofoam sculpture by Thomas Stricker), one big fridge (Shen Shaomin), whale skeleton (full size) made of plastic chairs and big sales of one American family’s forgive me, I forgot the family’s name) belongings – quite a collection of objects acquired for decades in Korea (whilst fighting the war there) or China. And now all those precious things travel back to China to be purchased by locals…

***

Zgodnie z obietnicą – mikrorelacja z ciągu dalszego szanghajskiego biennale. Tym razem krótko i węzłowato – po dodatkowe wrażenia odsyłam do materiału foto.

Jednak zanim o biennale – parę słów o sympatycznym wernisażu, którego byłem świadkiem (i uczestnikiem, pomagając w rozwieszaniu prac artystki). Otóż 30 listopada w Minsheng Museum nastąpiło uroczyste otwarcie (a zaraz potem zamknięcie, bo szefostwo muzeum tak to sobie wykoncypowało) wystawy rysunków utalentowanej włoskiej ilustratorki – Ailadi Cortelletti. Wrażenia jak najbardziej pozytywne, obawy, iż będzie to impreza zorganizowana przez białasów dla białasów szybko zostały rozwiane – tłum (około 200 osób) lokalsów, który wpadł na wernisaż świadczy z jednej strony o zainteresowaniu szanghajskiej młodzieży wydarzeniami kulturalnymi a jednocześnie jest dowodem tryumfu strategii propagandowej obranej przez kuratorkę – Paulinę Salas Ruiz z Kankan media (http://http://kankanmedia.org) i kierownictwo muzeum.

Ailadi zaprezentowała projekt, składający się z 365 rysunków – każdy z nich będący notatką istotnego wydarzenia, które miało miejsce danego dnia. Całość bardzo milusia i kolorowa. Zachęcam do odwiedzenia strony artystki (http://ailadi.com) i zapoznania się z jej twórczością.

A teraz Biennale…

Z fabryki, którą wizytowaliśmy w poprzednim tzw. poście, przenosimy się do opuszczonych budynków byłych galerii handlowych w centrum miasta. Wiatr hula po odrapanych wnętrzach, skutecznie zmniejszając frekwencję do bardzoj znośnych rozmiarów. Pomieszczenia lub całe piętra podzielono wg klucza “miastowego” – w jednym miejscu mamy Mexico City, w innym Ułan Bator itp. Czasami ma to sens, czasami żadnego. Niektórym być może pomaga się zorientować w topografii galerii, muzeów i innych miejsc, które goszczą biennale.

Co do samej zawartości – bardzo zawiodłem się na malarstwie, którego przede wszystkim mało a jak już jest, to bywa żenujące (sala Ułan Bator), choć bywają nastrojowe wyjątki (wariacje typograficzne autorstwa Alirezy Astaneh). Sporo łatwego do zapomnienia wideo, dużo ciekawych obiektów (np. zdobywca nagrody dla najchętniej fotografowanego dzieła – styropianowa rzeźba Thomasa Strickera), jedna wielka lodówka (Shen Shaomin), szkielet wieloryba (w skali 1:1) z plastikowych krzeseł (ech…) a także wielka wyprzedaż pamiątek po amerykańskiej rodziniem, której nazwiska zapomniałem, a która przez dziesięciolecia nabywała produkty koreańskie (m.in. wojując w Korei właśnie) czy chińskie, które teraz, po długiej podróży wracają do kraju pochodzenia…

Leave a Comment

Your email address will not be published.