Sumela, 2010.08.13

A day full of positive events. First we get the precious Iranian visas, then we join Matt and Tom in their trip to Sumela monastery, located one hour’s drive from Trabzon. The 14th century construction is quite impressive, not only because of its picturesque setting – it is glued to a steep rock – but first of all because of beautiful frescoes (multi-layered! You can see the interior design idea changing throughout centuries) on the walls and ceiling of the rock-carved chapel.

It is also here that we meet a group of Iranian tourists, a taste of famous Persian hospitality – smiles, hugs, photos together and invitations make it hard to wait to get there…

After returning to the town, an impossible thing happens – we pass by a taxi, not an ordinary one, but a taxi with Otkur inside! And Otkur is the Uygur guy we met in Tbilisi, now living in Trabzon. After a short while our whole English-Polish bunch lands in Otkur’s apartment – all filled with couches and sofas ready for hosting couchsurfers…

The day after we basically do nothing, we fill our time with laziness, only in the evening we take the night bus to the border, negotiating the price a lot beforehand (the guys from the ticket office just couldn’t focus, busy telling compliments to Magdalena).

 

***

 

Dzień pełen pozytywnych wrażeń. Najpierw odbieramy upragnione wizy irańskie, a potem zabieramy się z Mattem i Tomem do monastyru Sumela, położonego o godzinę jazdy od Trabzonu. XIV-wieczna budowla imponuje, nie tylko ze względu na malownicze położenie – przyklejona jest do stromej skały – ale również, a nawet zwłaszcza dzięki przepięknym freskom (kilkuwarstwowym! Można prześledzić, jak na przestrzeni wieków zmieniała się koncepcja dekoracji wnętrz) na ścianach i sklepieniach kaplicy wyrzeźbionej w skale.

Spotykamy tu również grupę irańskich turystów, dających nam przedsmak słynnej perskiej gościnności – uśmiechy, uściski, wspólne zdjęcia i zaproszenia sprawiają, że nie możemy się już doczekać momentu przekroczenia granicy.

Po powrocie do miasta, zdarza się rzecz statystycznie niemożliwa – mijamy taksówkę wiozącą Otkura, ujgurskiego couchsurfera poznanego w Tbilisi, obecnie mieszkającego w Trabzonie. Już po paru chwilach całą całą polsko-angielską ekipą lądujemy w Otkurowym mieszkaniu – całym wypełnionym tapczanami i sofami przeznaczonymi do goszczenia couchsurferów.

Nazajutrz właściwie przez cały dzień się byczymy, dopiero wieczorem wskakujemy w nocny autobus do granicy, uprzednio ostro negocjując ceny z firmą przewozową (panowie nie mogli się skupić na sprzedaży biletów, zajęci prawieniem Magdalenie komplementów).

Leave a Comment

Your email address will not be published.