Sheki, Tbilisi, 2010.08.08

Early morning we leave the field next to the road and we start our hitch-hiking trip towards Sheki. Contrary to what one might think, hitch-hiking across Azerbaijan works perfect, and the drivers won’t content themselves just to give us a lift but they always invite us to tea or ice-cream. One of our drivers even offered us a set of sausages directly from his refrigerator car…

These proved to be useful during our stop in Sheki – walking around (and inside) the palace of chan had us tired, especially because of all the crowds who never end to frequent the place.

And in the afternoon – another lift to the border crossing (there exist two Azeri-Georgian crossings, we have checked out both of them). Getting to the other side takes surprisingly long time, given that we are the only people trying to cross… This is because all the officers feel like having a conversation with Magdalena.

A taxi to the nearby town and then we take a minibus to “our” Tbilisi. We pass by such heart-warming landscapes – after the sterility of Baku, the chaos and the dirt of Georgia feels like a relief…

 

***

 

Wczesnym rankiem wynosimy się z przydrożnego pola i bezproblemowo przemieszczamy się autostopem w stronę Szeki. Wbrew obiegowej opinii, podróżowanie stopem po Azerbejdżanie sprawdza się znakomicie, a kierowcy nie chcą poprzestać na podwiezieniu i zapraszają nas a to na herbatę, a to na lody. Jeden z naszych dobroczyńców ofiarował nam nawet zestaw kiełbas prosto z auta-chłodni…

Prowiant przydał się podczas postoju w Szeki – obchód pałacu chana zmęczył nas, zwłaszcza ze względu na tłumy, które się tam ustawicznie przelewają.

A po południu – stop do górskiego przejścia granicznego (istnieją dwa gruzińsko-azerskie przejścia, zaliczyliśmy oba), którego przebycie trwa nadspodziewanie długo. Co prawda, jesteśmy jedynymi przekraczającymi, ale pogranicznicy mają wielką chęć pokonwersowania z Magdaleną…

Jeszcze tylko taksówka do najbliższego miasteczka i ładujemy się w marszrutkę do Tbilisi. Mijamy jakże bliskie sercu pejzaże – po sterylności Baku, gruziński syf i chaos działa kojąco…

Leave a Comment

Your email address will not be published.