Qobustan, Baku, 2010.08.04

A day to skip indeed – after saying our goodbyes to our wonderful hosts and reaching Baku, side effects of our yesterday’s full sun walk emerge. I spend the day lying in the park trying to recover.

What’s worse, during the night (we spend it on Shykhov beach again; those Baku hotels cost a fortune) we get approached by drunk youngsters who definitely want to get to know Magdalena closer. Once gone, they reappear in one hour. And it all lasts until the morning…

 

***

 

Dzień właściwie do pominięcia – po pożegnaniu z naszymi przewspaniałymi gospodarzami i dotarciu do Baku, ujawniają się efekty uboczne wczorajszego spaceru w pełnym słońcu – przez cały dzień leżę w parku i staram się dojść do siebie…

Na domiar złego, w nocy (spędzonej, ma się rozumieć, na plaży Szychow; hotele w Baku kosztują fortunę) przyczepiają się do nas pijani młodzieńcy, koniecznie chcący bliżej poznać Magdalenę. Raz odgonieni, pojawiają się ponownie za godzinę. I tak do bladego świtu…

One Reply to “Qobustan, Baku, 2010.08.04”

Your email address will not be published.