Tbilisi, 2010.07.18

The last spot during our Mtscheta tour – Djuari, overlooking the town set at the foot of picturesque hills… And we’re off to Tbilisi where we are glad to find a real tourist information centre with English spoken. Oh goodie! After asking all possible questions we check in two different hostels – Bartek chooses the comfort (Rover hostel), we head for Green Stairs hostel – nice and quaint place to stay when you’re on tight budget.

I spend my days in Tbilisi continuing the photo competition with Magdalena nad my evenings are full of Georgian kebab and chachapuri.

We wave Chris (who became Krzysiek in the meantime) goodbye as he hops on the bus to Turkey (our friend arrives late but the Turks are kind enough to wait).

We lose Chris but we Gain Ewa and Staszek, two students in fine arts.

***

Ostatni punkt do odhaczenia w Mtschecie – Dżwari, a tam widok na panoramę Mtschety i gruziński ślub… I już prujemy do Tbilisi, gdzie po raz pierwszy od dłuższego czasu mamy przyjemność spotkać się z mówiącą po angielsku informacją turystyczną. Po zasięgnięciu języka rozlokowujemy się po hostelach – Bartek wybiera wersję komfortową, reszta wycieczki kwateruje się na tarasie hostelu Green Stairs – bardzo sympatyczne miejsce, choć bez szczególnych wzruszeń estetycznych.

Czas spędzony w Tbilisi przeznaczam na zawody fotograficzne z Magdaleną za dnia i na uzupełnianie bloga wieczorem, co jakiś czas urozmaicając w/w zajęcia gruzińskim kebabem tudzież tzw. sosiską czyli bułą z parówką.

W Tbilisi żegnamy się z Chrisem, który w międzyczasie stał się Krzyśkiem i poznał dużo użytecznych, acz nieprzyzwoitych słów w jakże trudnym języku polskim. Na sam koniec Krzysztof spóźnia się na autobus zmierzający do Turcji (całe szczęście mili Turkowie postanowili nań poczekać).

Strata Chrisa, choć bolesna, zostaje nam wynagrodzona sympatyczną polską parką – Ewą i Staszkiem, studentami różnych sztuk pięknych

Leave a Comment

Your email address will not be published.