Kemaliye, 2010.07.10

Getting to Kemaliye took quite a while – mostly because of the Dark Canyon where we could not resist… We had to take photos once in a few hundred meters. The beauty of it was overwhelming.

Late afternoon we arrive in the town of Kemalie (hometown of Serkan who hosted me in Vize), population of 2250, not yet flooded with tourists – but that will change soon as this place is far too beautiful to be left intact. We sleep in little boats in the miniharbour, except for Bartek who always stays in his car for night.

In the morning Patricia is quite unhappy and she won’t have her engine started. We have to get policemen to come down to our little harbour and help us charge the battery. Teshekur ederim!

***

Dojazd do Kemaliye trwa nadspodziewanie długo – wszystko przez Ciemny Kanion, bezwzględnie i uparcie nacierający na nas ze swoimi pięknymi widokami, które – ma się rozumieć – wymagają szczegółowych fotosesji.

Późnym popołudniem udaje nam się jednak dotrzeć do Kemaliye (rodzinnego miasteczka Serkana poznanego w Vize), w którym ledwie 2250 mieszkańców zasiedla malowniczo porozrzucane domki, a do którego potop w postaci armii turystów jeszcze nie dotarł (kwestia czasu – przy walorach tego miejsca – niespecjalnie długiego). Tym razem nocujemy w łódkach przymocowanych do minipomostu w miniprzystani (wszyscy z wyjątkiem Bartka, który tradycyjnie śpi w aucie).

A nad ranem Patrycja odmawia posłuszeństwa – dowiadujemy się, że ładowanie wszelkich baterii z przetwornicy przy wyłączonym silniku jest ponad siły naszego wehikułu. Skórę ratują nam policjanci z zatrzymanego przeze mnie radiowozu, pomagając nam w naładowaniu akumulatora. Teshekur ederim!

Leave a Comment

Your email address will not be published.