Batumi, 2010.07.12

Georgia!

Making our way through the border was not easy – a stamp here, another one there, look in the camera… The other side greets us with completely unfamiliar writing and armies of cows walking the roads as if they didn’t care… We felt as if we were in India.

We entered Batumi – architectonic chaos masterpiece. We walk nearby bazaars – picturesque, that’s for sure – and shops, then we set off to look for some god looking beach to spend the night.

Not much of a choice – the cost near Batumi is poured with stones and topped with rubbish. And this is where we made Chris pass the first exam in his polishness – applying suitable quantities of pepper flavoured vodka.

***

Gruzja!

Przedarcie się przez granicę potrwało dłuższą chwilę – tutaj pieczątka, tam stempel, gdzie indziej źrenica do obejrzenia… Po drugiej stronie witają nas niezrozumiałe szlaczki i tabuny krów wałęsających się po dziurawych drogach. Przez chwilę zastanawiamy się, czy aby zanadto się nie rozpędziliśmy i nie dojechaliśmy do Indii…

Wjeżdżamy do Batumi – arcydzieła chaosu urbanistycznego. Robimy krótki obchód po okolicznych bazarach (malowniczych, jakżeby inaczej) i sklepikach i ruszamy za miasto w poszukiwaniu plaży, która się nam nada do biwakowania.

Wybór jest niewielki – wybrzeże w okolicach Batumi posypane jest kamieniami z dodatkiem śmieci… W takich właśnie okolicznościach wtajemniczamy Chrisa w arkana polskości, stosując pomoce dydaktyczne w postaci lokalnej wódki o smaku paprykowym.

Leave a Comment

Your email address will not be published.