Polis + surroundings 2010.06.03

I got stuck in Polis for much longer than I had expected, mostly because or thanks to Kawai and Reinhard – Malaysian-Austrian couple met in the camping site. Thanks to their vehicle and their willingness to drive, we did a number of excursions, including one to Kato Pyrgos where a fourth border crossing is being built (it has been in progress for a couple of years now – quite odd given the size of the whole facility, no bigger than just an average kebab stand). On the road, winding among pictoresque peaks, we were passing numerous posts of Turkish and Greek army, separated with UN buffer zone. We also headed in a different direction – to Larnaca, checking out Aphrodite’s birthplace on the way.
I thanked my „drivers” and companions with Polish sausage purchased in one of the many Russian supermarkets in Paphos – we also got as far as there. I visited Paphos again, too – to see the play called „If” by Polish-Greek theatre, based on classical Greek dramas. The play itself was quite impressive – not only thanks to the beautiful setting – they played it in an old amphitheatre in the middle of archaeological site – but also to modern, surprising costumes & interpretation and to … the mix of languages used – ancient Greek + Polish surely was a combo that set the Greek audience amazed.
The town of Polis itself won’t make you excessively excited – the locals complain that orienting the food towards British tourists killed local cuisine and prices got so elevated that it scared everyone off and left the town empty (the camping where I stayed was a notable exception – a nice place for 2.56 euro per person seemed very reasonable – maybe they cut down on labour costs as all the staff here consists of Bulgarians?).
All that aside, though, Polis is a very neat place if you enjoy sunbathing all day – you could roll through the beaches for kilometres. And if your speed is right, you can roll up to Aphrodite’s baths – a little cave where the goddess is said to have splashed. You can also walk some light hiking paths around Polis…

***

W Polis utknąłem na znacznie dłużej niż zakładałem, głównie za sprawą Kawai i Reinharda – malezyjsko-austriackiej parki, poznanej na kempingu. Dzięki ich zmotoryzowaniu dotarłem między innymi do Kato Pyrgos, gdzie od paru lat powstaje czwarte z kolei przejście między oboma Cyprami (długotrwałość budowy jest zastanawiająca, zwłaszcza, że rozmiary obiektu zbliżone są do rozmiarów przeciętnej budki z kebabem). Jadąc po drodze, wijącej się wśród malowniczych wzniesień, mijaliśmy liczne posterunki armii tureckiej i greckiej, oddzielone od siebie strefą buforową ONZ. Wybraliśmy się również w podróż w innym kierunku – do Larnaki, zahaczając po drodze m.in. o plażę, na której urodziła się Afrodyta…
W ramach rewanżu za podwózkę zakupiłem kiełbasę śląską, którą przypadkiem znalazłem w jednym z wielu rosyjskich supermarketów w Pafos – bo także tutaj nas przywiało. Do Pafos wybrałem się zresztą jeszcze raz – tym razem indywidualnie, celem obejrzenia sztuki „If” zrealizowanej przez polsko-grecką grupę teatralną na podstawie tekstów klasycznych. Spektakl dostarczył mocnych wrażeń – nie tylko ze względu na wybór antycznego amfiteatru za scenę przedstawienia, ale również dzięki współczesnej, zaskakującej oprawie i … pomieszaniu języków – na scenie dominowała mowa starogrecka i polska, co musiało wywołać pewną konsternację u publiki, składającej się głównie z greckich Cypryjczyków…
Samo Polis nie dostarcza szczególnych emocji – sami mieszkańcy narzekają, iż ze względu na zorientowanie na brytyjskich turystów popsuła się lokalna kuchnia, ceny zostały wywindowane na poziom poziom na tyle wysoki, że rozpoczął się odpływ turystów (wspomniany przez mnie kemping stanowi, całe szczęście, wyjątek od reguły – sympatyczne miejsce przy 2,56 euro za noc od osoby to bardzo rozsądna propozycja, ale to prawdziwa oaza na pustyni niskich cen – może dlatego, że obsługę stanowią w 100% Bułgarzy?)… Trzeba jednak oddać Polis sprawiedliwość – jeśli jest się zwolennikiem leżenia plackiem na plaży, to miasteczko oferuje wielokilometrową plażę, po której można turlać się całymi dniami. A przy odpowiedniej prędkości można się doturlać do sąsiednich wiosek, a nawet do łaźni Afrodyty, groty, albo raczej grotki, w której bogini zwykła ponoć zażywać kąpieli; choć tutaj trzeba się turlać pod górkę, za to widoki na wybrzeże chwytają za serce:)

Leave a Comment

Your email address will not be published.