Olympos, 2010.06.21


http://vimeo.com/12940974

You can’t reach Olympos from Alanya directly – first you need to take a bus to Antalya, then a dolmus will bring you to a bar next to the main road, then you have to catch another, smaller one to Olympos itself. The driver of the second vehicle decided to wait so that it fills up… which could take some time, thus, I decided to hitchhike – and it worked perfectly.
After arriving in the tourist village I found countless „treehouse” pensions with fake treehouses – these are simply elevated bungalows, that’s all. I chose „Saban Pansyion”, recommended for its big breakfasts and dinners included in moderate price. And it was true – the meals, especially dinners, are delicious and huge (if you stay there longer you might find yourself gaining lots of kilograms).
As for Olympos itself, it can be summed up with three words: sea, ruins, Chimera. The first notion needs no explanation I guess; it is worth mentioning, though, that the beach is surrounded by picturesque mountains, some of them really grand (especially Tahtala Dagi – Olympos Mount, 2365 m. above sea level; they have ski facilities running at the top during winter).
The ruins – dispersed here and there in big amounts on mountain slopes – hellenist, roman, osman; amphitheatre, baths, tombs, houses, castles… You can access most of them freely, walk on them, jump, hide inside, make parties… Lots of fun but after a couple of days you get used to it or even bored. Then comes the time for… Chimera!
According to the myth, a Greek hero, Bellerophon, killed Chimera on the slope of one mountain. And until today there is fire coming out of the carcass of the monster, which you can experience yourself, not free of charge of course (access to the mountain is blocked with a guy sitting next to a desk, which looks quite funny in the middle of the forest… It made me think of John Cleese from „Monty Python’s Flying Circus”… „…and now, for something completely different…”). Small pits emit a flammable mixture of gases with lots of methane included. However, the fire doesn’t go on all by itself anymore – it needs a subtle kick from tour guides or experienced tourists… Is it worth it? I guess it is, but it want set you amazed. Just a curiosity, that’s all. And it isn’t worth it pay the night bus trip to that place, that’s for sure. It is expensive and the bus needs to go around the mountains, which makes the ride a lot longer than you might have expected… Go on foot – if you start in Olympos, walk to the beach, then turn left, follow the coastline, then follow the dirt road along the bars and hostels, follow it when it bends left, then stick to your right side whenever the route splits in two; in case of doubts – follow the signs; distance: about 7 kilometres one way.

All in all, Olympos is a great chillout place, perfect if you need to work on your blog for a while:)

***

Do Olympos z Alanii można się dostać tylko metodą łączoną: autobus do Antalii, minibus do knajpy przy trasie głównej, parę kilometrów od celu, potem mniejszy minibus do samego Olympos. Kierowca na ostatnim etapie postanowił czekać, aż auto całkiem się zapełni pasażerami. Uznałem, że mogłoby trwać dłuższą chwilę i złapałem stopa do samej wioski turystycznej.
A tu – wszędzie dookoła pensjonaty oferujące udawane domki na drzewach – udawane, bo jest ich tyle, że nie starczyło by drzew, zatem pod nazwą „treehouses” oferowane są bungalowy na podwyższeniu. Wybieram „Saban Pansyion”, zarekomendowany mi ze względu na pożywne śniadania i kolacje wliczone w cenę pobytu. I rzeczywiście, posiłki, a zwłaszcza kolacje, są przepyszne i serwowane bez ograniczeń (w przypadku dłuższego pobytu należy liczyć się z solidnym przybraniem na wadze).
Samo Olympos można streścić w następujący sposób: morze, ruiny, Chimera. Pierwszego pojęcia chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać, warto jedynie dodać, że plażę okalają malownicze wzniesienia, niektóre z nich naprawdę imponujące rozmiarami (zwłaszcza Tahtali Dagi – Góra Olimp, wysoka na 2365 m n.p.m., w zimie uruchamiany jest na niej wyciąg narciarski).
Ruiny – poutykane w sporych ilościach na zboczach gór, greckie, rzymskie, osmańskie; amifteatr, łaźnie, grobowce, rezydencje, twierdze – czego tylko dusza zapragnie. Z nielicznymi wyjątkami można po nich/wewnątrz nich/pod nimi swobodnie spacerować, skakać, imprezować… Ogromna frajda, choć po paru dniach można do tego przywyknąć, a nawet się znudzić. Wtedy przychodzi czas na… Chimerę.
Według legendy, na zboczu jednej z pobliskich gór, Bellerofont, grecki heros, zabił Chimerę, potwora terroryzującego okolicę. A po dziś dzień ze zwłok potwora wydobywa się ogień, czego można osobiście doświadczyć, oczywiście odpłatnie (dostępu do góry strzeże pan przy biurku, które, ustawione w środku lasu, wygląda równie absurdalnie jak biurko Johna Cleese w „Latającym Cyrku Monty Pythona”). Z jamek w zboczu wciąż wydobywa się mieszanka gazów ze sporą ilością metanu – bardzo łatwopalna, choć ogień nie płonie już samoistnie… Co jakiś czas jest dyskretnie wzbudzany przez przewodników lub dobrze poinformowanych turystów. Czy warto? Według mnie tak, choć Chimera zachwytu nie wywołuje… Ot, taka ciekawostka. Na pewno nie warto dać się naciągnąć na nocną wycieczkę busem – drogo i niewiele szybciej niż piechotą, bo auto musi objechać kawał drogi by dostać się do celu, a piechotą możemy tam dojść na skróty (jeśli ruszamy z Olympos: do plaży, potem w lewo wzdłuż brzegu, potem drogą wzdłuż knajp i hosteli, kiedy je miniemy – przy wszystkich rozwidleniach należy się kierować w prawo i wypatrywać drogowskazów; dystans: około 7 km w jedną stronę).
A poza tym Olympos to bardzo chilloutowe miejsce, wręcz idealne, gdy chce się w spokoju popracować nad blogiem;)

Leave a Comment

Your email address will not be published.