Nicosia 2010.06.17

It wasn’t he best moment to meet my hosts in Nicosia. Just a minute before my arrival, Kawai had car accident. Greeks really are terrible drivers – they never use brakes, they just try to go around the obstacle. You can’t help thinking of donkey carts…
Waiting for insurance company representatives seems to be endless (at first they didn’t even want to come, asking on the phone if it was REALLY necessary).
Fortunately Kawai didn’t get hurt, it’s just that the car doesn’t look elegant anymore.

The next day Reinhard takes me to visit his work – UN base in Nicosia!
The whole place feels quite special – a huge piece of land, fenced around but lots of shepherds walk their goats in here. We visit Nicosia international airport, shut down after the events of 1974 – the last plane didn’t have time to take off. It is still here, waiting for better times… In a distance you can see Kyrenia Mountain range with a huge Turkish and North Cyprus flag (400 m wide!), illuminated during the night – a kind reminder of who’s in charge up north (flags in general seem to be a sort of a fetish for Turks – they stick them wherever they can).
The work of UN mission itself seems to be quite frustrating. My friend compares the whole situation to a kindergarten. And it seems to be an accurate definition – some of recent major breaches in the buffer zone included one of the Greek soldiers exposing himself before his Turkish counterpart (the width of the zone is sometimes only 2 metres) and other one defecating into demilitarized area. Of course, those events had to be described, reports sent everywhere and preventive actions taken (there ose one more tragic instance, too, when a drunk Greek made his way to the Turkish side and tried to pull their flag down from the mast – he was killed, the Turks took it very personally)…
The headquarters mostly focus on printing new fancy maps and monitoring whether soldier posts keep the status quo numbers or if they don’t add/remove sandbags. If such an offence should happen, there is a special procedure to counteract, it is just that when an action is finally taken, the situation changes again and all the data needs to be updated and new maps have to be printed…
It is tough life indeed out there and it makes UN soldiers’ bellies swollen with all the ice-cream they consume to deal with heat and stress…
Although the presence of peacekeeping mission in the region seems to be necessary (to prevent uncontrolled mass defecation, for example), this whole situation seems completely absurd and solution to this seems to be way out of reach. Peace agreements, brought up once in a while (after passing a long procedure) always get rejected. The last one seemed to be a success – the Turks agreed to withdraw their people from a big part of northern territories (yes! Turks also know the meaning of the word „compromise”) but Greek priests convinced simple people that accepting the plan would lead them straight to hell. It is hot enough in Cyprus without hell fire (42 degrees Celsius when I arrived) so the majority voted „no” in the referendum.

***

Z moimi gospodarzami w Nikozji spotykam się w naprawdę nieodpowiednim momencie… Dosłownie parę minut przed moim przybyciem Kawai miała stłuczkę samochodową. Grecy naprawdę fatalnie prowadzą – nie mają w zwyczaju używać hamulców, zamiast zwolnić, starają się ominąć przeszkodę… Porównanie z woźnicami nasuwa się samo. Ponadto, na przedstawicieli ubezpieczalni trzeba czekać w nieskończoność (najpierw, po telefonicznym wezwaniu, próbują się od wizyty wymigać, dopytując, czy ich obecność jest NAPRAWDĘ niezbędna).
Całe szczęście, Kawai jest cała i zdrowa, tylko auto wygląda nieco mniej elegancko niż przed wypadkiem.
Nazajutrz Reinhard zabiera mnie do pracy – bazy ONZ w Nikozji!
Dość specyficzne to miejsce – ogromna połać terenu, niby ogrodzona zasiekami, ale pastuszkowie wypasają tu swoje kozy. Zajeżdżamy na zamknięte od 1974 r. lotnisko międzynarodowe, z którego nie zdążył odlecieć ostatni samolot. Wciąż tu stoi i rdzewieje, czekając na lepsze czasy. W oddali widać pasmo Gór Kyreńskich, na którym pomysłowi Turkowie zainstalowali olbrzymią (400 m szerokości) flagę turecką i północnocypryjską – podświetlaną w nocy! – coby przypomnieć Grekom, kto tutaj rządzi (flaga dla Turków to rzecz święta, wtykają je, gdzie tylko się da)…
Sama praca praca oddziału ONZ jest dość frustrująca, sam Reinhard określa całą sytuację mianem „przedszkola”. Jak inaczej określić sytuację, w której najpoważniejszymi naruszeniami porządku w strefie buforowej w ostatnich latach było obnażenie się pewnego żołnierza greckiego i defekacja w strefie zdemilitaryzowanej w wykonaniu innego? Rzecz jasna, zajścia te musiały zostać opisane, raporty rozesłane wszem i wobec oraz należało podjąć środki zaradcze (poważniejszym zajściem było natomiast – ale to dawne dzieje – przedostanie się pijanego Greka na turecką stronę, wspięcie się na maszt i próba zniszczenia tureckiej flagi… Skończyło się to śmiercią śmiałka – Turcy nie znają się na żartach…). Większość czasu miejscowy sztab spędza na drukowaniu coraz to nowych, kolorowych map i monitorowaniu, czy przypadkiem liczba żołnierzy na stanowiskach tureckich bądź greckich nie zwiększyła się, czy ktoś nie dołożył albo nie odjął paru worków z piaskiem. W przypadku nieprawidłowości wszczynana jest odpowiednia procedura, która trwa tyle, że w momencie interwencji wszystko się dezaktualizuje (w związku z czym trzeba wydrukować nową mapę i nanieść nowe dane). Praca wre, żołnierzom ONZ z wysiłku rosną brzuchy a z nerwów wcinają coraz to większe ilości lodów… Jakkolwiek obecność misji pokojowej w regionie zdaje się być konieczna by zwaśnione strony nie rzuciły się sobie do gardeł (lub by nie zaczęły prowadzić zmasowanej akcji ekshibicjonistycznej lub defekacyjnej), to cała sytuacja jest zupełnie absurdalna a wyjście z klinczu zdaje się być na razie nieosiągalne. Proponowane co jakiś czas plany pokojowe, o ile w ogóle dochodzi do ich prezentacji po przebrnięciu gąszczu procedur, są regularnie odrzucane – ostatnio przez Greków, mimo daleko idących ustępstw ze strony Turków (co zaskakujące, nie sądziłem, że Turcy są w ogóle zdolni do kompromisu) – duchowni greccy wmówili biednym ludziom, że jeśli plan ten zaakceptują, to będą się smażyć w piekle… Na Cyprze i bez ogni piekielnych jest gorąco (42 stopnie w Nikozji podczas mojego pobytu!), zatem w referendum większość zagłosowała „nie”…

Leave a Comment

Your email address will not be published.