Limassol via Governor’s beach 2010.06.01

I made my way to Limassol hitch-hiking – I was taken by Greek boss and his Bangladeshi employee, a construction worker. On the way I learned that Mahmud, my Bangladeshi friend, is not really a physical worker, but he has to take up jobs semi-legally in order to pay his studies in Cyprus and to send some moeny back home. Later on, we both have a walk along the beach and reach Mahmud’s apartment where I’m treated to have some cold beer (muslim customs tend to be treated more liberally when you’re abroad:). It is the first time that I learn about Cypriot Greeks/Greek Cypriots being racist (they have a big problem then, as multi-ethnicity is the very first thing you notice after crossing down south) as well as lazy and about their tendency to drive cars as they would do with donkey-carts (that they only replaced with automobiles quite recently).
Eventually I end up in Stalis hostel owned by Egyptians where I am brought by a friendly Greek who, however, was a little bit too insisting on me having to try everything in my life, including boys and ladyboys.
The atmosphere in Stalis was just terrific… I got invited to have a dinner – I had never tried a fish that tasty and I mentioned that to the cook to his satisfaction. For a couple of hours we talked about life in Cyprus (once again Greek Cypriots were presented to me as a racst nation), about religion – my hosts were very open-minded, they only made the minimum publicity of Islam:) I also happened to watch Egyptian military parade on TV – interesting moves, it almost feels like ballet…

***

Do Limassol dostałem się autostopem – przygarnęła mnie ekipa: grecki szef i pracownik budowlany z Bangladeszu. Po drodze dowiedziałem się, że kolega z Bangladeszu – Mahmud – tak naprawdę nie jest pracownikiem fizycznym, ale musi dorabiać półlegalnie, by zarobić na studia na Cyprze i posłać to i owo rodzinie w ojczyźnie. Wspólnie spacerujemy wzdłuż plaży, po czym zostaję zaproszony w gościnę do jego stancji, gdzie zostaję podjęty chłodnym piwem (muzułmańskie obyczaje na obczyźnie ulegają pewnemu poluzowaniu). Przy okazji dowiaduję się po raz pierwszy o rasizmie cypryjskich Greków/ greckich Cypryjczyków (mają zatem spory problem, bo obcokrajowców na Cyprze bez liku; multikulturowość jest pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy zaraz po przekroczeniu przejścia granicznego w Nikozji), ich lenistwie i prowadzeniu samochodów niczym bryczek lub osłów, z których to przecież stosunkowo niedawno zsiedli.
Koniec końców ląduję na noc w egipskim hostelu – Stalis, podwieziony tam przez życzliwego Greka, który jednak nieco zbyt usilnie namawiał mnie do spróbowania w życiu wszystkiego, łącznie z chłopcami i ladyboyami.
A w hostelu – przemiła atmosfera… Zostaję zaproszony na wspólną kolację – nigdy wcześniej nie miałem okazji skosztować tak wspaniale przyrządzonej ryby, o czym nie omieszkałem wspomnieć gospodarzom, a co ich bardzo usatysfakcjonowało. Przez ładnych parę godzin rozmawialiśmy o realiach życia na Cyprze (kolejny raz Grecy zostali mi zaprezentowani jako rasiści), o religii – trafiłem na bardzo otwarte osoby, które prowadziły tylko minimalną agitację na rzecz islamu:) Obejrzałem również fragment retransmisji parady wojskowej w Egipcie – bardzo ciekawe kroki, niemal baletowe…

Leave a Comment

Your email address will not be published.