Nicosia 2010.05.31

First rule to follow: don’t bother asking about cheap accomodation in northern part of Nicosia when you are in the touris information centre. Despite my begging they refused to tell me the addresses because those cheap places „might be dangerous”. It only takes a couple of metres though to get to a nice little Osman Pension (and there is plenty of others with friendly price) – it is a little too crowded maybe and filled with the smell of sweat and cigarette smok but it is enough to choose the bed next to the window (open it wide!) and get equipped with ear stoppers and you will feel as comfortable as it gets.
There is a blue line zigzaging through the Turkish part of old town to help you plan your walking route, filling it with lots of tourist attractions – mosques, churches, hamams, tombs… you name it. It is interesting, though, to deviate from the track and check how the ordinary citizens live – not a comforting sight – and look up at the barbed wire dividing the city in two…
I happen to pass next to French Cultural Centre – there are classes in French held there and I feel happy to be able to speak the language of Robespierre and Zidane again.
I will be coming back to Nicosia later on and I will still have time to think about this only capital city in the world divided between two countries. In the meantime I pass quickly through the southern part. On my way I meet an ex-footballer who used to play in Hapoel Nicosia alongside with Polish national, Kamil Kosowski and I enter the icon museum (it is definitely worth it! Beautiful icons dating back as far as 10th century) before leaving to Governor’s Beach where I will be staying for night.

***

Po pierwsze: po informacje odnośnie tanich miejsc noclegowych w tureckiej części Nikozji nie warto się wybierać do centrum informacji turystycznej. Mimo moich próśb nie chciano mi ujawnić adresów, bo w tanich miejscach „może być niebezpiecznie”. Wystarczy się jednak przejść parę metrów od rzeczonego punktu informacyjnego by natrafić na sympatyczny pensjonat Osman (a innych w podobnej, przyjaznej cenie, jest bez liku) – nieco zatłoczony i wypełniony zapachem potu i dymu papierosowego, ale wystarczy wybrać łóżko przy oknie (otwartym na oścież!) i wyposażyć się w stopery do uszu, a noc minie całkiem przyjemnie.
Pomysłowym sposobem ułatwienia turystom zwiedzania starego miasta jest wymalowanie na ulicach niebieskiej linii, wzdłuż której należy się poruszać, by zaliczyć maksymalnie dużą liczbę zabytków. Warto czasem zboczyć z trasy i zerknąć, w jakich warunkach mieszkają zwykli obywatele – nie wygląda to za różowo – a także popatrzeć w górę, na zasieki, oddzielające turecką część miasta od greckiej…
A zabytków, rzeczywiście bez liku – meczety, hamamy, kościoły, do wyboru, do koloru.
Przypadkiem trafiam również na Centrum Kultury Francuskiej – akurat trwają lekcje języka, mogę zatem odświeżyć dawno nie ćwiczoną mowę Robespierre’a i Zidane’a a i dzieciaki będą miały ze mnie trochę pożytku…
Do Nikozji jeszcze wrócę w drodze powrotnej i jeszcze się pozastanawiam nad tą jedyną w świecie podzieloną stolicą, tymczasem szybko przelatuję przez południową część – na przejściu miła pani celniczka zadaje mi pytanie, co mam w plecaku, na co odpowiadam, że z miłą chęcią wszystko pokaże, jednak rozmiary mojego bagażu skutecznie zniechęcają ją od przeprowadzenia inspekcji… Jeszcze tylko przypadkowe spotkanie z byłym piłkarzem Hapoelu Nikozja, który grywał swego czasu w jednej drużynie z Kamilem Kosowskim (ponoć nasz Kamil kondycję miał nietęgą), wizyta w muzeum ikon (warto! Niektóre eksponaty pochodzą z X w.) i opuszczam miasto by zanocować na Plaży Gubernatora (ogrodzonej kempingiem, na którym jednak nie uświadczam nikogo z obsługi, wobec czego wbijam się na plażę).

Leave a Comment

Your email address will not be published.