Guylafiratot 2010.04.03, 72 km

Nice, comfortable route with some quaint rural views and a biker pub a few kilometers from Gyor (not open yet, though). I stopped for a while to have a closer look at the famous Hungarian cows having their siesta next to the road. While I was taking photos, the owner came to me and we had a nice little talk about the Polish-Hungarian brotherhood, the cows (don’t you ever try to milk them or they might make use of those horns!) about his visit to Gdańsk and his son living in Sweden. We both used our un-perfect German to communicate (the most popular foreign language in these parts).
On my way I passed a number of lovely little churches, a monastery and the ruins of a castle in Csesznek (I only saw them from a distance – I didn’t really feel like climbing another mountain:)
Otto is a jolly guy with a serious face – so don’t get fooled:) I met his family (palinka for a welcome) and friends – it was quite a nice evening, though I had to refuse going to a party as I wanted to leave early the following day.

***

Droga łatwa, przyjemna i nie za długa. Mnóstwo malowniczych wiejskich widoków plus pub dla cyklistów (na razie zamknięty). I oczywiście słynne węgierskie krowy. Zatrzymałem się, by urządzić im sesję fotograficzną. Po chwili zjawił się właściciel – bardzo przyjaźnie nastawiony starszy pan, jeszcze bardziej przyjazny, gdy dowiedział się, że jestem Polakiem – wszak wiadomo, że Polak i Węgier – dwa bratanki, którą to frazę wyrecytował bezbłędnie po polsku, po czym nauczył mnie wersji węgierskiej. Następnie przeszliśmy na marny niemiecki i pogawędziliśmy o krowim biznesie (węgierskie krowy nie nadają się do współpracy mlecznej – posiadają mocny kontrargument w postaci imponujących rogów), Gdańsku, w którym mój rozmówca bywał w celach handlowych i o jego synu, pracującym obecnie w Szwecji.
Po drodze minąłem parę sympatycznych kościółków, klasztor i ruiny zamku w miejscowości Csesznek. Ograniczyłem się do rzucenia okiem z daleka – wszelkie pagórki staram się omijać szerokim łukiem…
Mój gospodarz, Otto, to bardzo pogodny gość o twarzy ponuraka, stanowiącej idealiny kamuflaż:) Całe szczęście nie dałem się zmylić. Miałem przyjemność poznać jego rodzinę (palinka na powitanie) i przyjaciół. Odpuściłem sobie natomiast wieczorną imprezę – postanowiłem ruszyć w drogę wczesnym rankiem.

Leave a Comment

Your email address will not be published.